Tak się zastanawiam, jak to będzie z Laury znajomością języków, jeśli tu zostaniemy...
Dzieci moich koleżanek, mimo że w domu rozmawia się po polsku, mają
polskich kolegów i koleżanki, chodzą do sobotniej polskiej szkoły,
porozumiewają się głównie po angielsku. Rodzice zwracają się do nich po
polsku a one odpowiadają po angielsku. Przyparte do muru dukają coś w
języku rodziców, ale bardziej to przypomina wczesną Dżoanę Krupę niż
Jana Miodka . Co ciekawe
większość słów, którymi w chwili obecnej operuje moja córka to słowa
angielskie. Miesza je z polskimi, dodaje trochę swojego słowotwórstwa i
wychodzi jakaś kosmiczna kombinacja.
Bardzo bym chciała, by Laura biegle mówiła w języku angielskim
(cudnie by było, gdyby przyswoiła go naturalnie, ale póki co nie ma
żadnych decyzji w tej kwestii). Nie mniej jednak- język polski MUSI
umieć bezbłędnie! Dopuszczam świadomość, że pojawi się ewentualnie
zabawny akcent, ale nie wyobrażam sobie, by moje dziecko nie było w
stanie porozumieć się ze swoją rodziną w Polsce. Może wybiegam myślami
zbytnio na przód...
W Kanadzie dzieci mają możliwość podjęcia od najmłodszych lat
edukacji w szkołach, gdzie wiodącym językiem jest francuski. Dziś wpadła
rano do nas sąsiadka, która do takiej szkoły właśnie chodziła i obecnie
w wieku 22 lat biegle mówi po angielsku, francusku i hiszpańsku. No i
tak się rozmarzyłam... Gdyby tak moja córcia znała polski,
angielski i francuski...
Póki co chciałabym jednak, by chociaż opanowała jeden język w czystej formie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz